.:: HUFIEC RAWSKI ::.
 
  :: 4-11.08.2007

      

Nie ma wątpliwości, ze Euromoot to duże przedsięwzięcie. Przygotowania trwały bardzo długo i wymagały zaangażowania wielu ludzi. Francuzi przygotowali ceremonią otwarcia i zamknięcia, Włosi ustalali trasy, a Polacy zajęli się obsługą logistyczną, którą koordynowali Rafał G. i Tomasz S. Jedną ze służb logistycznych była opieka nad poszczególnymi trasami czyli czuwanie nad dostawami żywności, sprawdzenie miejsc noclegowych, w tym dostępność wody i toalet. Jednym z kilkunastoosobowej grupy logistyków był nasz szczepowy Tomasz Sudakowski, który razem ze swoimi synami Patrykiem i Bartkiem był odpowiedzialny za trasę nr 14. Oto jego relacja.

To miała być przyjemna służba. Miło ją wspominam choć lekko nie było, na szczęście wziąłem ze sobą swoich synów, bez których nie wiem jak bym sobie poradził. Na naszej trasie 14 było ok. 300 przewodniczek głównie Włoszki (4 moduły) i Francuski (2 moduły), 1 moduł Polsko-Rumuński i kilka skautek ze Słowacji. Wędrowanie rozpoczęło się w Starej Bystricy, następne noclegi to Lodno, Cadca i Skalitte. Założenie było proste, miejsce noclegu opuszczamy jako ostatni i jesteśmy pierwsi na nowym biwaku, sprawdzamy czy wszystko jest w porządku oraz dbamy o dostawę żywności 6-go i 8-go sierpnia. Rzeczywistość okazała się dużo bogatsza. To był bardzo intensywny tydzień, zdarzało się, że pierwszy posiłek mogliśmy zjeść dopiero o 16:00. Dużym utrudnieniem były rozległe, kręte wsie na Słowacji np. zarówno nocleg jak odbiór żywności był w tej samej miejscowości, jednak oba te miejsca oddalone były od siebie o kilka kilometrów. W sumie (liczą dojazd i powrót) przez te kilka dni zrobiłem 2 tysiące km. Na różnorodność wrażeń nie mogłem narzekać. Dwa z czterech noclegów musiałem sprawdzić/potwierdzić w między czasie, stąd konieczność wizyt w urzędach miejskich i gminnych. Umawianie księży na udostępnienie kościołów. Rozmowy z miejscowymi - takie skupisko dziewczyn wzbudzało duże zainteresowanie miejscowych chłopców, z którymi wieczorami bywały czasem spore problemy. Dużym problemem okazała się woda, 300 osób to jednak sporo. Z jednej strony duże kolejki do kranów, z drugiej zbyt wolne napełnianie spłuczek i problemy z drożnością toalet. Dostawy żywności też nie okazały się wcale takie proste. Tak się składa, że sklepy były oddalone o kilka km od obozów, jednego dnia musiałem przewieść jedzenie swoim "służbowym" fiatem. Sam podział i dystrybucja ok. tony żywności to też niezłe wyzwanie. Do tego wiele drobnych problemów do rozwiązania, sprawdzenie trasy, alternatywnego transportu, przewóz osób lub bagaży z trasy, spotkanie z przedstawicielami miejscowych władz i mediów (wynik jednej takiej wizyty można zobaczyć na stronie ::www.mynoviny.sk/c/3440126/Takmer-tristo-skautiek-putovalo-Kysucami.html::)
Na szczęście przewodniczki pokazały ducha służby (szczególnie te z Polski), nie tylko zapraszały nas na posiłki (bardzo smaczne zresztą), ale również chętnie nam pomagały, nie wyłączając odpychania ubikacji. Bardzo otwarci i uczynni okazali się też Słowacy co znacznie ułatwiało rozwiązywanie wszelkich problemów na miejscu. Słowaków będę kojarzył jako serdeczne i radosne osoby, a symbolem tego będzie dla Pani Starostka z Lodno, która podczas rozmowy z nami na drodze wymieniła się pozdrowieniami ze strażakami jadącymi wozem bojowym, którzy dojeżdżając do "swojej szefowej" włączyli na chwilę syrenę.

W Biskupicach było już dużo spokojniej, ekipa logistyczna przygotowywała się do nocnej pielgrzymki. Trasa w kilku miejscach pokrywała się z lokalnymi drogami. Ta noc okazała się jedną z najbardziej zwariowanych w moim życiu. Od Olsztyna niemal wszyscy szli jednocześnie, zapanowanie nad 3 tysięczną i jak się okazało mało zdyscyplinowaną grupą było bardzo trudne. Zatrzymywanie samochodów (informowaliśmy kierowców o pielgrzymce i prosiliśmy o wolna jazdę), formowanie szyku, opieka (i transport) nad chorymi i tymi, którzy nie byli w stanie iść dalej to wszystko sprawiało, że każdy z nas miał cały czas jakieś zajęcie. Nie obyło się bez wzywania karetek (mimo pomocy dwóch lekarzy na trasie), złamanej nogi, skręceń i wielu przypadków skrajnego zmęczenia pielgrzymów. My zmęczenie poczuliśmy dopiero na Mszy Świętej w Częstochowie, po powrocie do domu spaliśmy prawie 20 godzin. Kolejny raz poczułem jak taki harcerski wyjazd daje niesamowite zadowolenie przy jednoczesnym potwornym zmęczeniu i jak pozwala oderwać się od codziennych trosk. Bardzo mocno poczułem to odbierając pod koniec tygodnia telefon z pracy, to był sygnał z innego świata. Podobno człowiek jest w stanie oderwać się w pełni od myśli o codziennych obowiązkach dopiero na trzytygodniowym urlopie, ja wiem że wystarczy dwu, trzydniowy wyjazd harcerski (najlepiej z wilczkami).